Archive for Kwiecień, 2014

Wie to prawie każdy, że język pisany różni się od języka mówionego. Prawie każdy też jest świadom tego, że to czego uczą Nas w szkołach, różni się od tego co spotykamy w rzeczywistości. Nie chodzi mi tylko o to, że będąc w Wielkiej Brytanii, jesteśmy zszokowani akcentami. Sytuacja jest bardziej złożona.

Już kilka lat temu pierwszy raz przekroczyłam granicę Zjednoczonego Królestwa. Tym, co zwróciło moją uwagę, nie była różnorodność rasowa, religijna czy też ilość dialektów, a język angielski sam w sobie. Kto nie doświadczył tego na własnej skórze, nie wie o czym mówię. Przekraczając granicę, w moim przypadku Anglii, trzeba zapomnieć o regułach gramatycznych, o myśleniu ‚po polsku’. Takie postępowanie nie zaprowadzi nas donikąd. Mówiąc cudownie po angielsku od razu zwracamy na siebie uwagę Anglików. Wielu znajomych, rodzimych Anglików, powiedziało mi, że jeśli ktoś używa idealnie gramatycznie zbudowanych zdań, musi być obcokrajowcem. Nie mówię tu oczywiście, że mamy się przestać uczyć gramatyki. Nie w tym rzecz. Problem w tym, że schematy jakimi uczą Nas w szkołach nie przekładają się na życie tutaj. Mnóstwo Polaków, bez znaczenia czy mieszkających w Polsce czy w Anglii, zna język angielski, ale brak praktyki w konwersacjach sprawia, że albo boją się konfrontacji z obcokrajowcem, albo jest zdziwionych stojąc na brytyjskim czy też amerykańskim lądzie. Język angielski z podręcznika, to nie język angielski ‚na żywo’. Potrzeba będzie dużo czasu, aby ludzie przekonali się do nauki bez książek, ale jest to najlepszy sposób na przyswojenie języka. W konfrontacji z obcokrajowcem nie jest Nam potrzebna reguła użycia czasu Simple Present. Oni nie oczekują od rozmówcy wiedzy teoretycznej. Kluczem do sukcesu jest wiedza praktyczna i to na niej powinniśmy się skupiać podczas Naszej ‚przygody’ z językiem. 

Kolejną rzeczą, która zwraca na siebie uwagę w Anglii jest zamiłowanie Brytyjczyków do tak zwanych ‚small talks’. Każda rozmowa czy to w biurze, w sklepie, czy też telefoniczna rozpoczyna się od słynnego „How are you?’. Ludzie pozdrawiają się na ulicy, w sklepie, po prostu wszędzie. Na początku było to dla mnie dość dziwne, żeby nie powiedzieć męczące. Z czasem się przyzwyczaiłam i często to ja pierwsza pytam o samopoczucie. W Polsce nie ma w zwyczaju pytać o to obcych. W sklepie rozmowa zazwyczaj kończy się na ‚Dzień dobry!’. Dziwi mnie również stereotyp, że Anglicy są flegmatyczni i nie mają poczucia humoru (bądź mają je dość dziwne). Nic bardziej mylnego. Pokuszę się o stwierdzenie, że Anglicy są bardziej optymistyczni niż Polacy. Ciężko znaleźć Anglika, który się do Nas nie uśmiechnie. Otwartość niektórych może Nas na początku przytłaczać, ale z czasem można się przyzwyczaić do wszystkiego.

Wracając do właściwego tematu tego artykułu, czyli ‚żywego’ języka, trzeba wiedzieć, że nawet słownictwo, którego się nauczymy może się różnić od używanego w kraju anglojęzycznym. Nie możemy zapominać, że niektóre słowa mają bardzo wiele różnych odpowiedników w języku angielskim. W różnych krajach anglojęzycznych często używa się innych zwrotów na określenie tego samego. Na przykład ‚śmieci’ to w Wielkiej Brytanii ‚rubbish’, w Stanach Zjednoczonych natomiast ‚garbage’ albo ‚trash’. Ale to też nie jest złota reguła. Słyszałam Anglików, którzy wyrzucali ‚garbage’. Tak więc trzeba być świadomym tych różnic, żeby później, nie było niejasności.

Tak więc czasami mówiąc po angielsku, wcale nie mówimy po angielsku. Chodzi mi o to, że Nasze wyobrażenie o języku w konfrontacji z rzeczywistością może przyprawić o językowy zawrót głowy. Dla pełnego sukcesu proponuję rozmowy z native speaker’ami lub osobami mieszkającymi w Anglii. Można się przekonać jak daleko teoria różni się od praktyki.